O matko! 25 tygodni za nami

01 października
Czas przecieka mi przez palce!
Gdybym mogła podsumować jednym słowem ostatnie tygodnie, byłby to: armagedon. 
Ale żeby nie było - tygodniowe podsumowania mojej ciąży prezentuję na blogu :) Generalnie nie sądziłam, że przyjdą takie dni, kiedy od rana do nocy będę zmęczona i że ten stan na stałe wpisze się w moją codzienność.



Tydzień 21

Nadal bombardowani jesteśmy pytaniami o płeć Borówki. Jedni podejrzewają, że wiemy, ale powiedzieć nie chcemy, inni zaś cmokają niezadowoleni nie dowierzając, że lekarz podczas USG płci nie wypatrzył. Coraz częściej też słyszę, że jestem w tak zaawansowanej ciąży, że pracować już dawno nie powinnam. Ba! Że będę żałowała, że nadal pracuję jak już pójdę na zwolnienie lekarskie. Wiecie co? Ja ludziom nie zaglądam ani pod kołdrę, ani do portfela. Tego samego również oczekuję od innych. Zauważam też bardzo niską wrażliwość na wysokie dźwięki - bardzo unikam hałasu, głośnych rozmów, etc. - zupełnie jakby mój organizm wyzwalał jakąś reakcję obronną przed dźwiękami, które mogą się nie spodobać Borówce.

Tydzień 22

Borówka kopie niemiłosiernie. Rozpycha się w brzuszku najaktywniej wtedy, gdy zjem coś słodkiego. Noce znów stają się nieprzespane, co oczywiście przekłada się na znużenie i rozdrażnienie w ciągu dnia. Opuchlizna kostek pojawia się już nie tylko w gorące dni - mam wrażenie, że non stop nogi są obrzmiałe. Zresztą jest to dość zrozumiałe przy przyroście wagi i powiększającym się wciąż brzuszku. Kupuję pierwsze ubranka w uniwersalnych kolorach. Moje gabaryty też się zmieniają. Brzuszek rośnie radośnie i już nie ukryje się, że to kebab na grubym cieście. Szczęście w nieszczęściu, że przychodzi jesień, więc nie ma co liczyć na komfort ustępowania miejsc w komunikacji i przychodniach.

Tydzień 23

Coraz mniej komfortowo mi się funkcjonuje. Jestem permanentnie niewyspana i bolą mnie plecy. Ciężko jest mi znaleźć dogodną pozycję do snu. Idziemy na kolejne USG podejrzeć Borówkę. To bardzo wzruszający moment dla taty Borówki, bo po raz pierwszy widzi ją na monitorze. Wiemy już kim będzie nasza Boróweczka :)  Złapałam się na tym, że przestaję robić zdjęcia brzuszka regularnie. Nic straconego- nadrobię, gdy będę miała taką możliwość. Nadal jestem wrażliwa na wysokie tony - do tego stopnia, że kichanie wybranka mojego serca jest dla mnie denerwujące. A umówmy się - nie kicha jakoś szczególnie głośno, hah.

Tydzień 24 i 25

Zmiana pogody przyniosła dość oczekiwaną zmianę - ledwo mieszczę się w kurtki sprzed ciąży. Po dwóch dniach usilnych prób noszenia odzienia wierzchniego, które mnie uciska postanawiam na szybko kupić płaszczyk. Wybór pada na luźniejszy, dużo większy rozmiarowo płaszczyk wiązany w talii - czytaj: nad brzuszkiem:D w kolorze szarego melanżu. Mam nadzieję, że posłuży mi do końcówki ciąży. Przyplątało się przeziębienie. Leczę się domowymi sposobami, czyli mlekiem z miodem i czosnkiem, gorącą herbatą z sokiem z malin. Koniec końców ląduję w lekarza i tu kończy się moje tuptanie do pracy. Nastąpiło nieco wcześniej niż zakładałam, ale oczywistym jest, że przedkładam zdrowie swoje i Borówki nad wszystko inne. Apogeum przeziębienia następuje już gdy siedzę w domu na el quattro, jak pieszczotliwie już dawno temu ochrzciłam zwolnienie lekarskie. Do tego dołączyła również zgaga, występująca niezależnie od tego, co danego dnia zjadłam. Jestem też po badaniu obciążenia glukozą i nie mam żadnej traumy z tym związanej. Wbrew odczuciom innych osób po takim badaniu mnie dopadła tylko senność.

Dodatkowo pod koniec 25. tygodnia jesteśmy na etapie wyprowadzania się z zajmowanego mieszkania. Taki proces nie może przebiegać spokojnie, bo właścicielka wymyśla sobie przyprowadzanie klientów chętnych do zakupu nieruchomości akurat wtedy, kiedy jesteśmy na etapie pakowania, przewożenia rzeczy lub sprzątania. Nie muszę chyba przypominać, że moja rola w tych czynnościach jest mocno ograniczona, więc mimo wszystko nie idzie to tak sprawnie jakby szło, gdyby mój gabaryt mi na to pozwalał. Szczytem szczytów jest jednak to, że w chwili, gdy ta pani dostaje jasny sygnał, że w tym terminie nie mamy możliwości udostępnić mieszkania - pisze do mnie smsy zupełnie jakby sądziła, że pozostali lokatorzy wprowadzają ją w błąd. Odpuszcza dopiero, gdy dosadnie zostaje poinformowana, że właśnie się wyprowadzamy i chcemy jej zostawić czyste mieszkanie. I nie wiem już, czy to ja wydziwiam, czy to może jednak normalne, że jak się człowiek wyprowadza, to chce mieć ten komfort sprzątania i przeprowadzki, a nie żeby ktoś w międzyczasie przychodził i oglądał, jak pakujesz swoje rzeczy w kartony i worki? Tak czy inaczej przebrnęliśmy przez to i po trzech latach wspólnego mieszkania we czwórkę musimy nauczyć się mieszkać osobno. Smuteczek przyznam szczerze!

To by było tyle z moich ciążowych przebojów ostatnich tygodni. Bardzo celebruję ten stan mimo pogarszającego się samopoczucia i strasznego zmęczenia. Najbliższe tygodnie mam nadzieję będą spokojniejsze dla mnie i Borówki.


Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.