Denko lutego: Be Beauty, Efektima, Bartos, Facelle, NUK i inne

21 marca
Dziś po kolejnej długiej przerwie przychodzę z postem z bieżącymi zużyciami kosmetycznymi. Tradycyjnie mam tutaj samą pielęgnację!


Maseczka Be Beauty Japoński Rytuał Piękna zaskoczyła mnie treściwą, bardzo gęstą konsystencją. Zapach przyjemny - lekko słodkawy, jakby owocowy. Maseczka ma kolor różowy. W składzie znajdziemy algi oraz kwiat wiśni. Maska nie spływa z twarzy. Producent zaleca aplikację i po 3 minutach zmycie maseczki. Usunęłam ją zwilżonym wodą bawełnianym ręczniczkiem. Buzia po zastosowaniu produktu była zdrowo zarumieniona, a jednocześnie ukojona. Troszkę tak jak o poranku po zastosowaniu na noc dobrego olejku lub jakiegoś turbo nawilżającego serum. Po aplikacji nie nakładałam niczego na buzię i zgadnijcie? Twarz nie przetłuściła się przez kilka kolejnych godzin. Jestem mile zaskoczona, bo szczerzę powiedziawszy spodziewałam się jakości pokroju maseczki z Lidla.

Dla różnorodności zużyłam również maseczkę Be Beauty Żelową Kurację Miodową. Maseczki w jednej saszetce jest dość sporo i od razu podzieliłam sobie ją na 2 aplikacje. Producent zaleca nałożenie maseczki i pozostawienie do całkowitego wchłonięcia. Po 20 minutach od aplikacji nie zauważyłam, aby wiele produktu się wchłonęło. Jedynie na nosie maseczka zniknęła. Pozostałość jest lepka, co średnio mi odpowiada. Po 30 minutach maseczka magicznie się jednak wchłonęła. Miłe zaskoczenie! Ale ale... pozostawia na skórze delikatny film, a o poranku czuć maskę nadal na twarzy.

AA derMed Żel do mycia twarzy głęboko oczyszczający nie powalił mnie tym dogłębnym oczyszczeniem. Produkt dedykowany dla panów, jednakże nie widziałam przeciwwskazań, by go nie stosowała płeć piękna. Działanie ciężko ocenić, choć jak wspomniałam powyżej - dogłębnego oczyszczenia próżno tutaj szukać. Znam lepiej oczyszczające żele, a tego gagatka po prostu trzeba było zużyć.

W pielęgnacji stosuję regularnie od kilku lat hydrolatu lub toniki. Te pierwsze szczególnie sobie upodobałam. Zdenkowany hydrolat na dziś to 4szpaki hydrolat lawendowy. Zapach był normalny, nie odstraszał jak to przy hydrolatach często bywa. Łagodził podrażnienia, dobrze tonizował buzię i przygotowywał ją do kolejnych etapów pielęgnacji. Stosowałam również sporadycznie jako fixer do przedłużenia trwałości makijażu, choć spryskiwacz nie dawał takiej fajnej chmurki produktu, a bardziej skondensowaną ilość wycelowaną tam, gdzie celujesz atomizerem, heh. Butelka ładnie trzyma się w dłoni - jest poręczna mimo, że szklana i waży więcej niż plastik.

Krem Bartos wylądował w denku,gdyż zdaje się postanowił się zepsuć. Rozwarstwił się chamsko i uznałam, że czas najwyższy się z nim pożegnać. Krem jest bardzo dobry, ładnie służył mojej cerze, a więcej na jego temat przeczytacie w tekście Urodowe odkrycia 2018 roku.

Biała wazelina kosmetyczna Ziaja to multifunkcyjny kosmetyk. Najczęściej stosowałam ją jako balsam do ust. Świetnie też sprawdziła się do natłuszczania na noc dłoni i stóp pod rękawiczki i i skarpetki. Wazelina zabezpiecza też...blat drewniany przed wilgocią (trust me - mamy w łazience grubaśny blat z prawdziwego drewna- wiem co piszę).

O maśle do ciała Efektima pisałam recenzję - nie będę się zatem powtarzać i do niej odsyłam. Mnie bardzo ten produkt przypadł do gustu i gdyby nie fakt, że mam jeszcze kilka produktów w zanadrzu do zużycia - na pewno pobiegłabym po kolejny słoik. Dobiłam też do denka olejku konopnego - na blogu znajdziecie też moją ocenę tego produktu. Stosowałam go zarówno do ciała jak i włosów.

Płyn do higieny intymnej Facelle dość długo stał na mojej półce. Kupiony, używany przez chwilę, musiał poczekać aż do końca mojej ciąży, by wrócić do łask. No cóż można napisać o płynie do higieny intymnej? Robił co miał robić, nie podrażniał, nie wysuszał, ale... pamiętam, że w ciąży mi nie odpowiadał. Nie jestem pewna, czy zamknięcie produktu jest takie jak na zdjęciu. Często zmieniam zatyczki do produktów na pompki - to wygodniejsze i pozwala na lepsze dozowanie kosmetyku. Okazyjnie używałam płynu do mycia włosów lub twarzy - nic złego się nie działo.

Odżywka do włosów Tresemme Botanique Nourish & Replenish z aloesem i olejem kokosowym to propozycja kosmetyku dla włosów suchych i zniszczonych. Mnie zachwyciło działanie na moich włosach tego produktu. Kosmyki były ładnie dociążone, błyszczące, rozczesywały się z łatwością. Rzeczywiście wystarczyła aplikacja na wilgotne włosy i pozostawienie odżywki na 3-4 minuty, by było widać efekt. Zakupiłam już inne kosmetyki marki Tresemme, by zweryfikować, czy inne produkty również się u mnie sprawdzą.

Nić dentystyczna Produdent to absolutnie najgorsza nić, jaką stosowałam. Miałam wrażenie, że wręcz rani moje dziąsła i kompletnie nie robi tego, co robić powinna. Szkoda wydawać złotówki na ten produkt. Absolutnie odradzam. Odczucie po zastosowaniu tej nici porównywalne jak dla mnie do nitkowania nitką do szycia ubrań (nie stosowałam takiej metody, ale brzmi obrzydliwie i tak właśnie wspominam przelotny romans z nicią Prokudent).

Na koniec zostawiam zużycie wkładek laktacyjnych NUK oraz skarpetek bawełnianych z Rossmanna. Wkładki NUK są super chłonne i różnica w używaniu ich w stosunku do tańszej wersji z Rossmanna jest odczuwalna. Koniec końców i tak prędzej kupię wkładki z Rossmanna, bo są łatwo dostępne i generalnie są dobre, a do tego dość tanie. Wkładek NUK nie kupowałam, dostałam je w Gratisie do laktatora, ale wiem, że są sporo droższe od rossmannowskich wkładek.

Skarpetki bawełniane zakładam na noc, kiedy aplikuję olejki, masła lub gdy stosuję skarpetki złuszczające. Piorę je regularnie. Nic się ze skarpetkami złego nie dzieje i zdecydowanie taki gadżet ułatwia dbanie o stopy.


Niebawem na blogu pojawi się post o hitach i kitach z wyprawki, a w zanadrzu jest jeszcze kolejne denko - wszak miesiąc się już praktycznie kończy!





Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.