#mójmarzec_21

05 kwietnia

Śmieszą mnie pułapki umysłu. Na przykład mówienie samej sobie, że zacznę coś robić nie od dziś, a jutro. A jutro mówię sobie to samo. I tak tydzień mija a ja niczyja 😂  Ostatnio w moim życiu ewidentnie brak mi czasu. Brzmi to kuriozalnie w sytuacji, kiedy zarządzanie sobą w czasie idzie mi wybitnie dobrze w życiu zawodowym. A po pracy - kaplica. Czas był, a go nie ma. Niby coś tam mogłabym tego czasu  uszczknąć, ale jakoś mi to opornie idzie.


Dzisiejszy post będzie w odmiennej od serii #mój......_21 formule. Bardziej jako wybebeszenie, co się w marcu zadziało, co miało zadziałać, a nie zadziałało....

✔ Poszłam po rozum do głowy i zamówiłam sobie gryf. W ramach automotywacji do regularnych treningów. Okazało się, że talerze mi do gryfu nie pasują, więc póki nie dokupimy talerzy, machać mogę samym gryfem 🤣 

✔ Ograniczyłam social media i to mnie cieszy. Więcej czasu mam dla rodziny.

✔ Dokonałam przełomowego zakupu stopki z prowadnikiem, dzięki której szycie dzianin na zwykłej domowej maszynie to istny cud, miód i orzeszki. Kto zwykłą maszyną szył dzianiny, ten zna ból braku regulowania docisku stopki, rozciągania materiału, pękania szwu. Tu tego nie ma, materiał pięknie transportowany jest i zszywany. Żałuję, że tak późno ją kupiłam, to najlepiej wydane 50 złotych. 

✔ Dobrze, że ćwiczę w domu, bo nowy set do ćwiczeń postanowił rozpruć się w wiadomym miejscu. Dobrze, że to komplet z Alie i sprzedawca zwrócił mi 70% ceny. 

✔  Przymierzam się do odzieżowej rewolucji, czyli wiosennego czyszczenia szafy. Niestety jak dotąd za każdym razem jak ją otwieram, ochota mi mija. 



Wygląda więc na to, że marzec był miesiącem, w którym niewiele rzeczy się udało. 


Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.