Piegusek plażowicz, czyli co zabieram ze sobą na kąpiele słoneczne tego lata
A potem dzieje się cud...
Gdy już miną długie tygodnie po pierwszym przypaleniu, nadchodzi ten upragniony moment, kiedy mam ochotę znów wystawić się na słońce. I dokładnie to robię. Idę za ciosem, wciskam się w bikini kupione na wyprzedaży w H&M lata temu i wyruszam po upragniony brąz.
Oto co zabieram ze sobą.
Strój i nakrycie głowy
Tego nie trzeba specjalnie komentować, że do opalania niezbędne jest wdzianko odkrywające więcej, niż zazwyczaj prezentujemy każdego innego dnia. Mówi się, że do bikini trzeba mieć formę i w istocie coś w tym jest. Nie jestem fanką wywalonego na brzeg wieloryba, jeśli mam być dobitnie szczera. Wiadomo jednak, że plaża to plaża - rządzi się innymi prawami.
Mnie się przez dłuższy czas wydawało, że moja pewność siebie kończy się tam, gdzie zaczyna się plaża. Widok kilkudziesięciu prawie nagich ciał, w większości bardzo szczupłych nawet mnie wprawiał w kompleksy. Ale wiecie co? Nagle jak za pstryknięciem palcem mi przeszło. Ciało mam takie, jakie mam. Nie jest doskonałe, ale bardzo je lubię. Ostatnio zaopatrzyłam się w kapelusz, bo jednak utrzymujące się upały nie zachęcają do przebywania na słońcu bez nakrycia głowy. Dorwałam go w Medicine za 39zł z polecenia koleżanki, która tego samego dnia, kilka godzin wcześniej, upolowała tam sobie podobny kapelutek.
Krem ochronny dla dzieci SPF 30 Kolastyna oraz Olejek do opalania Sun Balance SPF 6 Farmona
Sun Balance od Farmony pachnie przecudnie! Mogłabym smarować się nim codziennie, gdyby nie to, że jednak formuła produktu nieco tłuści ubranie. Na mojej opalonej skórze fantastycznie się mieni, mimo że nie posiada absolutnie żadnych drobinek.
Krem do kupienia w każdej drogerii za ok. 13 zł/50ml, olejek natomiast na pewno ustrzelić można w Drogerii Natura za niespełna 12 zł/200ml.
Makijaż na plażę
Generalnie przy takiej pogodzie nie maluję się prawie wcale. Oznacza to tyle, że po organicznym kremie Natura Siberica z SPF 15 ograniczam się do pudru, bronzera,tuszu i błyszczyka/pomadki. Niezmiennie pozostaję przy pudrze ryżowym Paese. Oczywiście jestem nadal zafascynowana pudrem do konturowania Kobo, ale wypatrzyłam ostatnio duet z W7 i postanowiłam sprawdzić na sobie, czy bronzery z drobinkami to produkty dla mnie. Hollywood Bronze&Glow to rozświetlacz i bronzer, z mikroskopijnym lusterkiem w pakiecie. Drobinki nie przypominają taniego brokatu, pigmentacja jest przyzwoita jak na tę cenę (ok 12zł). Zarówno bronzer jak i rozświetlacz ładnie prezentują się na twarzy. Jakość - jest ok, znika po kilku godzinach póki co, ale przy ponad 30 stopniach z twarzy znika prawie wszystko co nie jest maską albo Revlonem ;) Zobaczymy jak sprawdzi się w niższych, typowo polskich temperaturach, gdy te upały opuszczą nasze granice.
Tusz Sexy Pulp z Yves Rocher dostałam w prezencie - nie jest wodoodporny, ale pięknie wydłuża i podkreśla rzęsy. Pomadka w kredce Chunky Lips od W7 w liliowym kolorze to nowinka kosmetyczna - jakość średnia, ale kolor fantastyczny - za cenę ok.7 zł jak dla mnie bomba.
Tusz Sexy Pulp z Yves Rocher dostałam w prezencie - nie jest wodoodporny, ale pięknie wydłuża i podkreśla rzęsy. Pomadka w kredce Chunky Lips od W7 w liliowym kolorze to nowinka kosmetyczna - jakość średnia, ale kolor fantastyczny - za cenę ok.7 zł jak dla mnie bomba.
Idę na plażę a nie na wojnę - nie mam więc ze sobą arsenału kosmetyków. Zazwyczaj pakuję się z tym wszystkim do bawełnianej torby, dorzucam ręcznik i hektolitry wody i pędzę się przyrumienić.
A ty co stosujesz latem, żeby nie spalić buraka? ;)
Pozdrawiam
Paulina M


Brak komentarzy: