Jak wróciłam do formy po ciąży

25 października
Skutecznie.

Tym jednym słowem mogłabym podsumować ostatnie 9 miesięcy.

Jeśli szukasz super szybkiego sposobu jak zrzucić oponę z brzucha po ciąży lub bez ciąży....to tutaj nie znajdziesz na to przepisu. Nie ma cudownego eliksiru, po którym z dnia na dzień obudzisz się lżejsza o kilkanaście kilogramów.

Pierwsze co mnie uderzyło po porodzie to... ekstremalnie szybko rosnące paznokcie. W ciągu pierwszego tygodnia połogu pazury urosły mi takie długie, jakich praktycznie przez całą ciążę nie miałam. Spokojnie - ten stan nie trwał wiecznie. Dziś jednak bardziej o formie będzie. Bo jest o czym pisać. Tym bardziej, że to status praktycznie z samej diety.

Tak przedstawia się historia mojej wagi:
Waga przed ciążą: 62 kg.
Waga w dniu porodu: 74 kg
Waga 4 dni po porodzie: 66,5 kg
Waga 14 dni po porodzie: 64,5 kg
Waga 10 tygodni po porodzie: 61,6 kg
Waga 14 tygodni po porodzie: 59 kg
Waga 20 tygodni po porodzie: 54 kg
Waga 40 tygodni po porodzie: 55 kg

Co wpłynęło na to, że waga tak szybko spadła? Obwiniam fizjologię i perturbacje zdrowotne. Nie zrzucę tego na genetykę, bo przed ciążą - nawet będąc w szczytowej dla mnie formie - nie wyglądałam tak dobrze, jak wyglądam teraz. Wiem, że wiele kobiet boryka się z problemem akceptacji swojego ciała po ciąży. Nie mogę powiedzieć, by ten problem mnie dotyczył. Niemniej jednak mam takie niezręczne odczucie, że pisanie wprost o tym, jak bardzo jaram się tym, że będąc matką po 30-tce bardzo lubię swoje ciało, sprawi przykrość komuś, kto ma zupełnie inaczej. Jednak nie taka ze mnie egoistka, hmm. Co do zasady jak mówisz otwarcie, że coś ci się podoba i generalnie nie narzekasz, to ludzie i tak ci nie uwierzą. Także nie liczę na to, że wiele osób przyklaśnie mojemu narcyzmowi ;)

W kwestii pielęgnacji dużą rolę na pewno miało stosowanie olejków i balsamów jeszcze w trakcie ciąży. Po porodzie nie zaprzestałam tych rytuałów. Oto, co robiłam i robię nadal (kolejność przypadkowa!):
- szczotkowanie ciała na sucho (zdecydowanie za rzadko, wręcz okazjonalnie, a powinnam codziennie!)
- balsam po porannym prysznicu
- olejowanie ciała wieczorem
- peeling raz w tygodniu.

Od lutego jestem na diecie eliminacyjnej, ponieważ mój Maluszek źle reaguje na określone grupy produktów. Wykluczyłam początkowo nabiał, soję, pomidory, truskawki, cytrusy i orzechy. Zaczęłam piec własne pieczywo, odkąd naczytałam się, że do bułek pszennych dodaje się mleko. Swoją drogą kupując odpiekane pieczywo w markecie tak naprawdę nie wiesz, jaki jest jego skład. Repertuar żywieniowy jest lekko ograniczony, ale tak naprawdę problem ewentualnie zaczyna się wtedy, kiedy chciałoby się zjeść coś przetworzonego. Nagle okazuje się, że nabiał jest wszędzie, a jak nie mlekopochodne to sojowe półprodukty. Odsyłam do tekstu Pilnuj swojego talerza, który traktuje o micie diety matki karmiącej i wyjaśnia, czym jest dieta eliminacyjna. Bo to nie jest to samo.  O szczegółach diety zaś piszę w tym tekście.Przykrość sprawia mi jedynie fakt, że dla wielu osób moja dieta jest traktowana jak moja fanaberia. A nią nie jest.
Dieta -myślę-  odegrała tutaj kluczową rolę. Staram się jeść małe posiłki. Odstawienie nabiału wyszło mi na ten moment na ogromny plus.
Poza lekkostrawną dietą, w której dominują warzywa, kasze, sporadycznie mięsko, staram się wypijać dużo wody. Ostatnio neurolodzy odkryli, że skoro mózg składa się z wody, to jej bieżące uzupełnienie przy pierwszych objawach bólu głowy może ten ból ukoić. Ja także - już od dawna(!) - poznałam analogię pomiędzy niewystarczającym spożyciem wody, a gorszym samopoczuciem. Pojawiały się wtedy również bóle głowy, przypominające migrenowe. Najgorszemu wrogowi nie życzę migrenowego bólu głowy. Dwa litry wody to jest absolutne minimum dla mnie.

Do tej pory jedyną sensowną formą aktywności ruchowej są dla mnie spacery. Codziennie spacerujemy minimum 30 minut, a tak po prawdzie to te najkrótsze spacery to wynik zmiany pogody albo jakichś nieprzewidzianych okoliczności. Ćwiczyłam naprawdę sporadycznie. Myślę, że od porodu ilość moich treningów można policzyć na palcach dwóch rąk. Miałam dobre chęci i na nich się skończyło ;) Teraz - w październiku - wzięłam się ostro do roboty i zamierzam reaktywować serię Trening i odżywianie


Tak to wygląda aktualnie. Miały być ćwiczenia, ale wyszła mi na dobre póki co sama dieta. Naprawdę widzę diametralną różnicę między tym, jak organizm reaguje na przykład na laktozę, a jak mi się (fantastycznie!) funkcjonuje bez tego składnika. Jak tylko uda mi się usiąść i podsumować sobie październik z ćwiczeniami - taki post pojawi się na blogu :)


Obsługiwane przez usługę Blogger.