Podkłady, które sprawdziły się tego upalnego lata
Tegoroczne lato rozpieściło nas afrykańskimi temperaturami. Jednocześnie lato powoli się już kończy, a wraz z końcem lata przychodzę spóźniona ja z postem o podkładach.
Tak- typowa Mietła: publikuje post o podkładach na lato, podczas gdy za oknem deszcz :)
Przejdźmy jednak do konkretów. Czego oczekiwałam po podkładach, by sprostały letnim upałom? Przede wszystkim lubię to uczucie braku maski i przedłużoną trwałość. Chciałam, by produkt nie migrował w trakcie noszenia, nie ścierał się dramatycznie. Wyglądał ładnie przez jak największą część dnia. I widzicie moi drodzy: w tym roku latem postawiłam na podkłady, a patrząc na poprzednie lata raczej w sezonie wysokich temperatur skłaniałam się ku kremom BB, CC oraz braku podkładu. Kobieta zmienną jest :)
Revlon Colorstay w odcieniu 180 Sand Beige dla cery mieszanej i tłustej
Ten podkład dla wielu jego posiadaczek nie jest faworytem i zarezerwowany jest na wielkie wyjścia. Totalnie nie podzielam opinii, że jest to ciężki produkt, który krzywdzi każdą jedną cerę. Z moją tego nie robił niezależnie od pogody. Sprawdził się tego upalnego lata - zarówno w pełnym słońcu, jak i klimatyzowanych pomieszczeniach. Można nawet się spontanicznie popłakać nosząc go na sobie, a wydrążona ścieżka po łezce na policzku znika bezszelestnie i nikt się nie pozna, żeś płakała kobieto. Recenzję produktu znajdziecie na blogu.
Golden Rose Total Cover 2w1 w odcieniu 05 Cool Sand
To nowość w mojej kosmetyczce i od razu ulubieniec. Produkt ma poręczne opakowanie z pompką, dobrze się aplikuje za pomocą pędzla, jak i gąbeczki. Nie robi nieestetycznych smug, nie oksyduje. Nie zbiera się jakoś szczególnie w załamaniach i zakamarkach twarzy. Przypudrowany przetrwał całe upalne dnie bez klimatyzacji. Lekko może się ścierać na nosie - ale u mnie to naturalny proces z uwagi na okulary, którymi jednak non stop dotykam skóry.
Wet'n'Wild Photofocus Foundation w odcieniu Nude Ivory
Wbrew pozorom to właśnie ten produkt w mojej ocenie jest cięższy niż Revlon CS. Dysponuję akurat najjaśniejszym odcieniem i używałam go tego lata zanim przypiekło mnie (zupełnie przypadkiem zresztą) słoneczko - później okazał się zbyt jasny. Po całym dniu lekko zbierał się w załamaniach, ale generalnie zachowywał się bardzo dobrze w wysokich temperaturach oraz klimatyzacji. Generalnie stosując akurat ten podkład wiem, że do demakijażu muszę się bardziej przyłożyć - bo wykonany niechlujnie na pewno zafunduje mi jakieś niespodzianki w postaci niedoskonałości. O tym produkcie pisałam tutaj.
Podkład mineralny z glinką żółtą
W niektóre dni chętnie rezygnowałam z tego mocniejszego krycia. Sięgałam wtedy chętnie po mój własny podkład mineralny. Wykonałam go z przepisu, który od kilku miesięcy jest dostępny na blogu. Miałam większość półproduktów do jego przygotowania i postanowiłam wykonać sobie kolejną porcję. Sypnęło mi się dużo za dużo anti-redness mica i podkład wyszedł dramatycznie jasny. Tak jasny, że gdy się nim pomalowałam pytano, czy dobrze się czuję - tak źle i blado musiałam nie wyglądać dawno. Udało mi się podratować produkt dodając żółtej glinki. Dzięki temu zabiegowi nie dość, że podkład zyskał na właściwościach w pielęgnacji skóry, to jeszcze zdecydowanie poprawił kolor całego produktu.

Wet n wild jest dostępny w Polsce?
OdpowiedzUsuńW upały zazwyczaj rezygnuję z podkładów na rzecz samego pudru kompaktowego - jakoś szybciej idzie wtedy makijaż, a i nie ma świecenia się :)